TelAwiw Online

Niezależny portal newsowy & komentarze, Izrael, Arabowie, Świat.

W kategorii: | Styczeń 20, 2019 | 7:25

RECENZJA TOMU OPOWIADAŃ “TEN ZA NIM”

TEN ZA NIM – Marian Grześczak, Twórczość

Eli Barbur debiutował powieścią „Grupy na wolnym powietrzu” w roku 1995 wydaną przez oficynę Świat Literacki, która wydała też drugą książkę tego autora „Ten za nim”. Nadzwyczajna to proza, bo na jednym oddechu składniowym, absolutnie szalonym, czyli poza regułami, do których jesteśmy przyzwyczajeni, łączy sprzeczne elementy opowiadawcze, informacyjne, towarzyskie i osobnicze. Napisałem zdanie trudne do zrozumienia i zdaję sobie z tego sprawę, ale jest to zdanie w poetyce Elego Barbura. Powinienem był napisać: Eli Barbur najprzód nagrywa rzeczywistość na magnetofon, a potem ją przepisuje do opowieści. Takie gadaniopisanie.

Coś na rzeczy jest. Autor jest dziennikarzem. Mieszka w Izraelu, skąd dla telewizji polskiej nadaje świetne sprawozdania. Pisuje w Gazecie Wyborczej i w tygodniku Wprost. Mieszka w Izraelu jakby z przymusu, bo to właśnie on, jako jeden z wielu wtedy został z Polski wygnany albo łagodniej mówiąc wyproszony. Był rok 1968, zawstydzający rok polskiej tolerancji. Barbur pojechał do Wiednia, potem do Rzymu i Kopenhagi, w końcu osiadł w Tel Awiwie. Tam go przyłapała Armia Izraelska posyłając na różne fronty przeciwarabskie.

Młody chłopak, współwyzwoliciel Czechosłowacji w sierpniu 1968, był zmuszony do ciągłych przeistoczeń osobniczych, intelektualnych i estetycznych. I to znać w jego prozie: wieloprzestrzennej, wielopejzażowej, wieloskładniowej. Chciałoby się powiedzieć: magnetofonowej. Piszę jak czuję, czuje jak słyszę, słyszę jak widzę, widzę jak wspominam. Proza – dysharmonia. Proza – poemat elastyczny (co znane np. w poezji).

Przykład (z Grup na wolnym powietrzu): Był taki facet, który zasłużył się w czasie odsieczy wiedeńskiej, gdy w szarży na obóz turecki zorientował się kopią na jakiegoś wezyra i potem mu król Jan III Sobieski odpalił w nagrodę całą zdobyczną kawę z namiotu nieboszczyka, i rotmistrz z piórami założy! w Wiedniu pierwszą kawiarnię Europy – „Cafe Kulczycki”. Więc teraz De Tulu wygrzebał w almanachu gotajskim w Bibliotece Królewskiej w Kopenhadze, że rodowy herb jego jest Korab i planowaliśmy wspólny wyskok do Wiednia – ze zdjęciami dla mediów i całą resztą – ale okazało się na miejscu, że „Cafe Kulczycki” zdeglomerowana została już dawno w dwa schroniska alpejskie i następne tropy wiodły do Rzymu, gdzie szukaliśmy jakiejś dalekiej ciotki Kulczyckiej, i nie mogliśmy się dogadać w biurze meldunkowym z makaroniarzami, a w książce telefonicznej też jej nie było.

Czytanie prozy Elego Barbura jest radością obcowania z zaskakującymi niespodziankami stylu, elastycznej składni i filmowego montażu opisów. A że cały ten świat jest ulokowany pomiędzy sterylną Danią, a rozwichrzonym Bliskim Wschodem, tym mocniej doznajemy kontrastów, zwłaszcza że w środku brzucha prozy najwyraźniej trawią się duchowe pokarmy środkowoeuropejskie.



Reklama

Reklama

Treści chronione