TZW. FRAGMENT WIĘKSZEJ CAŁOŚCI. (22)
TELAWIW OnLine: W czasach szkolnych wódki pijaliśmy raczej niewiele, jeśli już, to głównie Żytnią na sylwestra i czasem bimberek z harcerskiej manierki latem na wakacjach. Na prywatkach stawialiśmy nieraz butelkę najlepszego wówczas wina Egri Bikavér na stoliczku – na wypadek, gdyby starzy wrócili wcześniej, a skrzynkę bełtów pod blatem nakrytym białym obrusem do ziemi. Pamiętam, jak kiedyś w tym szarym środkowoeuropejskim mieście urwaliśmy się ze szkoły, żeby w kinie Skarpa zaliczyć „Viva Marię” na rannym seansie.
Musiał być jakiś deszczowy listopad, mam ten dzień dokładnie przed oczami, nie wiem dlaczego, tak najwidoczniej działają cholerne mechanizmy pamięci. Mieliśmy na sobie granatowe pikowane kurtki ortalionowe z postawionymi kołnierzami, puszyste moherowe szaliki w jaskrawą czerwono-żółtą kratę i sztruksowe czapki-oprychówy z daszkiem i chcieliśmy koniecznie zaliczyć ten filmik z Bardotką, gdzie posągowa Jeanne Moreau dogadza oralnie wściekłemu latynoskiemu gierylasowi przykutemu chyba łańcuchem do belki.